O autorze
Profesor nauk biologicznych (specjalizacja entomologia), wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego, polityk Platformy Obywatelskiej. Był posłem na Sejm X, I, III kadencji, wicemarszałkiem VI kadencji i senatorem VI kadencji. Aktualnie - poseł VII kadencji.
Oficjalna strona internetowa
Oficjalna strona na facebooku

Szkodliwie i bezmyślnie

Pogląd, że za zimną wojnę domową w Polsce odpowiadają obie strony konfliktu, a więc w największym, skrócie obóz katoprawicy (głównie PiS) i szeroko rozumiany obóz antypisowski, nie jest ani nowy, ani odkrywczy. Jest to jednak pogląd wyjątkowo szkodliwy, nieprawdziwy, obecny w mediach i co jakiś czas bezmyślnie powtarzany ku wielkiej radości zwolenników i wyznawców PiS-u. Ta opinia, podobnie jak nie wiem przez kogo wymyślony idiotyzm - nie straszyć PiS-em, bo to nie robi już na nikim wrażenia - w istotnym stopniu przyczyniły się do pisowskiego zwycięstwa w 2015 roku i wszystkich nieszczęść, które w jego następstwie spadły na nasz kraj.

Ostatnio myśl o wzajemnej odpowiedzialności była uprzejma powtórzyć dziennikarka nienależąca przecież do pisowskich fanatyków: "Gdzie jesteśmy i gdzie się za chwilę znajdziemy? Naprawdę zostaną same wulgaryzmy, bo szmata, szambo, popychadło, glisty ludzkie, hołota, bydlaki i tym podobne "finezyjne" określenia przestaną wystarczać i przyjmujemy je ze wzruszeniem ramion. Taki klimat. Ale to nieprawda. ..Nie dajmy sobie wmówić... że to nie my jesteśmy winni, tylko "oni". Umówmy się, że jesteśmy winni po równo, nawet jeśli jedna strona uważa, że ta druga bardziej obraża i jest bardziej chamska. Jesteśmy winni po równo. Tak załóżmy, to może wtedy będzie łatwiej się z tego wyplątać" (Katarzyna Kolenda-Zaleska, "Mordobicie na słowa", "Gazeta Wyborcza", nr 41, z dn. 20 06 2017 r.).

Otóż ja się tak nie umawiam, bo to nieprawda, po drugie skrajna naiwność w najlepszym wypadku, po trzecie absolutnie przeciwskuteczne. I nie chodzi o żadne "wyplątywanie się", którego PiS absolutnie nie chce. Liderzy PiS-u a najpewniej Kaczyński uznali, że opłaca im się dla zdobycia władzy rozpętać zimną wojnę domową i prowadzili tę wojnę od 2005 roku. Sformułowali doktrynę polegającą na odebraniu przeciwnikom prawa do obecności w życiu publicznym, określili każdego, kto nie zgadza się z rządami PiS-u nad Polską jako wroga (nie przeciwnika, ale wroga Polski), bardzo często agenta, sojusznika Rosji, złodzieja, aferzystę, zdrajcę itp. Sformułowali tezę, że tylko PiS jako wcielenie patriotyzmu i historycznej konieczności wyrównania rachunku krzywd ma prawo rządzić Polską.

W nieskończonej ilości wypowiedzi powielali ten pogląd odbierając mandat demokracji i patriotyzmu wszystkim rządom, ekipom politycznym, politykom i partiom, które nie wywodziły się z obozu katoprawicy. Praktycznie oznaczało to, kto nie popiera Kaczyńskiego, jest wrogiem i zasługuje na najostrzejszą krytykę, potępienie i odrzucenie, nie może z samej natury rzeczy rządzić Polską. Uzupełnieniem tego było sfałszowanie historii poprzez podstawienie w miejsce autentycznych przywódców podziemia NSZZ "Solidarność" i opozycji demokratycznej ludzi popierających PiS.

Symbolem fałszowania historii jest próba wymazania z najnowszej historii Lecha Wałęsy, a wstawienie w to miejsce Lecha Kaczyńskiego i zaszpecanie Polski ciągle nowymi pomnikami i tablicami ku czci nieudanego prezydenta Kaczyńskiego i kilku innych pisowskich bohaterów. Ta doktryna oznaczająca, że w Polsce trwa walka o niepodległość o przetrwanie narodu atakowanego przez siły zła, Targowicy, przestępców i zbrodniarzy, którzy w zasadzie nie są Polakami lub w najlepszym wypadku są gorszym sortem Polaków, uniemożliwia jakikolwiek dialog i porozumienie. Do tego dochodzi typowe dla dyktatur odczłowieczanie przeciwników i odbieranie im ludzkiej godności. Doktryna powyższa z zimną krwią stosowana przez PiS od 2005 roku została dodatkowo zaostrzona w efekcie katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, która dla PiS-u jest morderstwem popełnionym na polskim prezydencie przez jego politycznych przeciwników, którzy wspólnie z obcym państwem dopuścili się tej zbrodni.

Największymi zbrodniarzami są politycy, z którymi Kaczyński przegrywał demokratyczne wybory oraz generalnie w różnym stopniu i różnych zbrodni winni przeciwnicy polityczni PiS-u. Trzeba dużych pokładów ślepoty i ignorancji, aby przy takim nastawieniu przywódców PiS-u (a z tego wynikają rynsztokowe obelgi i porównania) mówić o wzajemnej winie i liczyć na jakieś porozumienie. PiS musi przegrać w efekcie wyborczej klęski, albo społecznego wybuchu, do którego doprowadzą ich nieudolne miejscami barbarzyńskie rządy i być ukarany za wprowadzenie dyktatury. Inaczej recydywa dyktatury będzie na zawsze zagrażała Polsce. Demokracja musi sobie poradzić z dyktaturą tak jak po II wojnie demokracje zatriumfowały w krajach dyktatorskich, a w Hiszpanii po śmierci gen. Franco.

Bardzo proszę, aby nie brać pod uwagę propisowskich i mających najpewniej na celu zabicie nadziei sondaży. Uważam je za absurdalne, bo są sprzeczne z wynikami różnego rodzaju uzupełniających wyborów, które odbywają się w całej Polsce i które PiS na szczęście sromotnie przegrywa.
Trwa ładowanie komentarzy...